26.02.2017

#1 Aliexpress - Co Pan Chińczyk zapakował

Cześć,

Dziś kolejny post z serii tych Aliexpressowych. Nie będzie to jednak recenzja (tak jak  poprzednik o zestawie pędzli) ale takie zbiorcze pokazanie co dobrego kupiłam i jakie są moje pierwsze wrażenia.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że są wśród moich czytelniczek osoby, które zakupy na Ali uwielbiają i z chęcią czytają takie posty oraz takie, które potępiają Aliexpress i są wręcz oburzone gdy ktoś coś tam kupi i jeszcze pokazuje to światu. Mi takie zakupy nie przeszkadzają o ile są one dla własnego użytku a nie   dla celów zarobkowych. Dlatego też, jeżeli nie przepadasz za chińskimi kosmetykami czy gadżetami to grzecznie opuść ten post :) Nie trać swojego cennego czasu na coś, co Cie nie interesuje :) Pozostałe z Was zapraszam dalej!


Większość tych rzeczy zamówiłam na początku grudnia i dotarły do mnie po 5- 6 tygodniach. Wydaje mi się, że to standardowy czas dostawy. Oczywiście nie było to jedno zamówienie. Nie wkleję  linków bo większość już wygasła ale takich rzeczy jest mnóstwo i nie problem je znaleźć.
Wszystko zamówiłam za pomocą aplikacji na telefon, dzięki czemu zaoszczędziłam kilka groszy :) Ta aplikacja to świetna opcja i pozwala na zdobycie wielu okazji i kuponów.


Jak widzisz, mam tu głównie kosmetyki i rzęsy, ale i dla pewnego gadżetu znalazło się miejsce. W kosmetykach głównie stawiam na produkty do ust bo wydają mi się najbezpieczniejsze. Nie obyło się bez bardzo popularnego pudru bynanda i podróbki Ben Nye w odcieniu Banana. Rzęsy to pierwsza próba z mniej lub bardziej satysfakcjonującym skutkiem.


Na początek płynne pomadki DOSE of Colors w odcieniu Stone i NYX Monte Carlo. Obie są fajne i niefajne. Stone to nudziakowy odcień przypominający delikatnie mleczną czekoladę. NYX z kolei jest przepiękną, soczystą czerwienią, Oba są ładnie napigmentowanie ale nie lubię ich faktury po zastygnięciu. Z deka się kruszy na ustach. Obie kosztowały około 6 zł. Mam w planach posty o każdej z nich, więc nie będę  tu szczegółowo opisywać.

Wszyscy Ci, co śledzą grupy z Aliexpress znają ten chwalony i polecany puder bynanda. Nie jest to jakaś podróbka, tylko realny produkt chińskiej firmy. Występuje w wersji sypkiej jak i prasowanej. Ja mam akurat transparentny ale jest też kilka innych odcieni. Byłam przekonana, że to jakiś tani chinol śmierdzący i zbytnio przechwalony ale byłam w błędzie bo towarzyszy mi do dziś. Jego zawrotna cena to 4,99 zł.

Zestaw rzęsiorów no name o numerze 058 (nr modelu jak mniemam) przyszedł mi najpóźniej. W pudełku jest aż 10 par rzęs dobrych jakościowo, przymocowanych na czarnym sznurku(?). Ta niteczka sprawia, ze są mega elastycznie i można je ładnie dopasować do powieki. Oczywiście bez skrócenia się nie obejdzie. Dobrze zaaplikowane wyglądają całkiem ładnie a ich cena to 7,14 zł.


Drugi zestaw rzęs to Ding Sen A20. O nich też już gdzieś czytałam i postanowiłam wypróbować. W tym przypadku mam już 5 par rzęs na przeźroczystym pasku, które są bardzo długie i takie trochę glamour. Do dziennego makijażu będą zbyt wulgarne, ale przy większym wyjściu pięknie się zaprezentują. Cena tego zestawy to 3,36 zł.

Podróbka Banana z Ben Nye to czysta ciekawość. Byłam przekonana, ze pójdzie w kosz ale okazał się całkiem fajny. Nie dostałam żadnego syfa więc już jest dobrze. Jest ładnie zmielony i ma żółtawy odcień, więc idzie zawsze pod oczy. No i jest go całkiem sporooo. A jego cena to 5,12 zł za 42 g.

Podróbek kosmetyków wzorowanych Lime Crime jest na Ali od czorta. Tak też jest z moją pomadką w płynie FoonBe. Opakowanie skopiowane w 99%. Nie wiem jak z fakturą, bo oryginalnych niestety nie dane mi było sprawdzić. Tu skusił mnie piękny buraczkowy kolor i na nim się nie zawiodłam. Jest przepiękna ale strasznie szybko się kończy. Ale to może przez moje ciągłe noszenie :D Cena oczywiście kolosalna - 3,79 zł.

Na koniec zostawiłam takiego małego cudaka, co próbował się ukryć za liściem. Mini lampa a'la ring do selfie. Lampa nafaszerowana jest małymi ledami, których intensywność regulowana jest za pomocą trzech stopni świecenia. Przytwierdza się ją do telefonu i można śmiało strzelać selfie. Mi służy przy makijażu oka w pochmurniejsze dni. Była najdroższą inwestycją w mojej karierze Aliholiczki, ponieważ kosztowała mnie aż 22 zł.


Pierwsza tura zakupów z Aliexpress już pokazana. Teraz zbieram zamówienia na następną ale na to musisz poczekać jeszcze przez pewien czas :)  Tradycyjnie daj mi znać co myślisz o moich zakupach. A może sama zamawiałaś coś ciekawego ?




20.02.2017

#1 Chińczyk płakał jak sprzedawał - Zestaw pędzli z Aliexpress

Cześć!


Wiosna idzie do Nas pełną parą i wszystko pięknie budzi się do życia. A co najważniejsze, Chiński Nowy Rok już nie przeszkadza w docieraniu paczuszek z Aliexpress!  Dla takiego aliświra to najpiękniejszy czas :D  Tym, co najbardziej lubię zamawiać na tej popularnej platformie są rozmaite zestawy pędzli. Należę zdecydowanie do osób dla których pędzli do oczu nigdy nie jest dość. Zmieniam zdanie gdy muszę je wszystkie wyprać ale to już inna bajka. Chcę Ci dzisiaj pokazać zestaw 8 pędzli do makijażu oczu i odpowiedzieć na pytanie czy warto w takie tanioszki inwestować.


Zestaw, który masz przed sobą zamówiłam na początku grudnia i już pod koniec roku był u mnie. Przesyłka dotarła dość szybko, biorąc pod uwagę fakt, że pozostałe rzeczy przyszły dopiero w połowie stycznia. Tak jak pisałam, w zestawie znajdziesz 8 pędzli. Wiem, wiem. Na zdjęciach jest tylko 7 bo  jeden skośny do brwi gdzieś posiałam! Cena zestawu zawrotna - 8 zł.


Pędzelki wykonane są z włosia syntetycznego, mniej lub bardziej udanego pod względem długości. Piękna, złota, metalowa skuwka przymocowana jest do czarnej i drewnianej  rączki.  Po 1,5 miesiąca używania i prania nie wypadł mi jeszcze żaden włosek więc pod tym względem są solidne. Bardzo ważną rzeczą jest też to, że po wyjęciu z foliowej torebki nie śmierdziały okropnie plastikiem ( w przeciwieństwie do innego zestawu, który właśnie dostałam i wali strasznie).


W zestawie znajdują się pędzle typowo do blendowania ( choć nie zawsze się do tego nadają) oraz te do bardziej precyzyjnej roboty. Ten trzeci od lewej strony to całkowita porażka. Włosie jest zbyt rzadkie i za długie, żeby można było coś z tym zrobić. Pozostałe trzy się sprawdzają dość dobrze: puchacz do blendowania, większa kulka zakończona "dziubkiem" do dolnej powieki i płaski języczek ( tu odwrócony bokiem).


Kolejny puchacz po prawej stronie jest nieco bardziej płaski i i szerszy, co mi osobiście przeszkadza. Zazwyczaj omiatam nim dolną powiekę. Kolejny psotnik obrócony bokiem to mniejszy odpowiednik płaskiego języczka, którym świetnie aplikować jakieś świecidełka na środek powieki. I maleńka kuleczka do wewnętrznego kącika, która mogłaby być nieco bardziej zbita. Jest jeszcze ścięty pędzelek do brwi, który jest rewelacyjny ale gdzieś go posiałam.


Cały zakup oceniam na udany. Nie jest rewelacyjny ale nawet po odrzuceniu tych dwóch niewypałów dostajemy aż 6 całkiem niezłych pędzli za 8 zł. W Polsce tak tanio nie kupisz. Uważam, że warto inwestować w dobrą jakość, ale takie małe zestawiki za grosze też nie są złe. Jeżeli masz tylko odrobinę cierpliwości to będzie Ci się to opłacać. Nie mam już niestety linka do sklepu ale tego typu zestawów jest multum na Aliexpress.

Co myślisz na temat zakupów na Ali? Z chęcią dowiem się, co kupujecie :) A jeśli masz ochotę, to zapraszam do poczytania o chińskiej podróbce pomadki M.A.C. dokładnie pod tym linkiem.


16.02.2017

Catrice HD Liquid Coverage Fundation - hit czy kit ?

Cześć,

Za oknami powoli szykuje nam się wiosna i budzi nas piękne słoneczko <3 A słoneczko sprzyja dobremu światłu i lepszym zdjęciom. A lepsze zdjęcia sprzyjają nowym postom :) Tak wiem, zaglądam tu raz na rok i zaniedbałam bloga strasznie. Ale dzisiaj będzie post o kultowym produkcie widmo. Czemu widmo? Bo znaleźć go stacjonarnie lub online graniczy z cudem mimo, że jest to produkt drogeryjny. Opowiem Ci troszeczkę o moich odczuciach względem tak sławnego i zachwalanego podkładu Catrice HD Liquid Coverage Fundation. Jestem niemal pewna, że doskonale znasz ten produkt i zapewne podzielisz się ze mną swoimi spostrzeżeniami :)


Podkład od Catrice to jeden z lepszych cenowo podkładów typowo drogeryjnych, dostępnych teoretycznie wszędzie. W praktyce ma się to różnie. Ja za swoimi dwoma trochę się nalatałam. I dalej latam, bo wykończyłam już całą buteleczkę. Zaopatrzyłam się w dwa odcienie: 010 Light Beige i 020 Rose Beige. O tym jak bardzo różne są te kolory opowiem troszeczkę niżej.


Produkt otrzymujemy w szklanej buteleczce o pojemności standardowych 30 ml. Formą aplikatora jest tutaj pipetka, co mnie osobiście przeszkadzało. Sama buteleczka jest przyjemna dla oka i ładnie prezentuje się np. na toaletce, ale niestety jest dość ciężka. Dla osób podróżujących i zajmujących się wizażem bardziej wygodne są produkty w lekkich opakowaniach.
Sama konsystencja podkładu jest mocno lejąca i nie raz narobiłam sobie bajzlu. W rozprowadzaniu sprawdza się dobrze zarówno przy gąbeczce, jak i za pomocą pędzla.


Producent kusi nas zapewnieniem długotrwałego krycia do 24 godzin i idealnego zmatowienia bez efektu maski. Do tego dodana jest niska cena więc czego chcieć więcej ? Internet szaleje na punkcie tego podkładu ale zdania są podzielone. Jedne z nas go kochają, drugie nienawidzą. Ja należę tak naprawdę do obu tych grup.
Podkład jak najbardziej trafił w moje gusta bo bardzo ładnie wyglądał na buzi. Nie utrzymywał się  24 h , ale przez powiedzmy 12 h było wszystko ok. Nadawał ładne, matowe wykończenie i nic nie zaczynało mi się w ciągu dnia świecić. Jego odcienie to natomiast porażka....

Jedynym odcieniem o żółtych tonach jest tutaj 010 Light Beige, który jest praktycznie niedostępny nigdzie- ani w drogeriach stacjonarnych, ani w tych internetowych. Pozostałe trzy odcienie to już zabawa z różem. Niestety trochę  jest to dla mnie nieprzemyślane. W naszym społeczeństwie królują kobiety o typowo słowiańskiej urodzie, a ta cechuje się często  żółtymi tonami skóry ( w przeciwieństwie do np. pań z Wielkiej Brytanii, którym różowe tony jak najbardziej będą pasowały). Nie rozumiem więc skąd w tak wielu podkładach, tak wielu firm aż tyle różowych tonów. Ale to już nie mój biznes :D


Pierwszy odcień, który udało mi się wychwycić to 020. Koniecznie chciałam spróbować tego podkładu, bo słyszałam same dobre rzeczy. Niestety szybko trafił w odstawkę, ponieważ  totalnie do mnie nie pasował. Jakimś cudem udało mi się kupić najjaśniejszy odcień i tu już było trafienie. Aczkolwiek musiałam go rozjaśniać, ponieważ sam w sobie jest dość ciemny no i niestety pod wpływem utleniania się ciemnieje. Przykre, ale dałam sobie rade. Był ze mą dzień w dzień przez chyba miesiąc i nadal na niego poluję ale wiecznie brak w magazynach i drogeriach.

Dla mnie produkt jest godny polecenia, ale musi być dobrze dobrany. W przeciwnym razie możesz odnieść wrażenie, że to bubel. Nie używałam go nigdy do żadnej sesji i szczerze chyba bym jednak nie ryzykowała. Dla codziennego użytkowania jak najbardziej, w profeske bym go nie mieszała. Za cenę ok. 30 zł warto się nim zainteresować i (przy bardzo dużym szczęściu) kupić buteleczkę.

Ciekawi mnie, Czy też znasz ten podkład i co o nim myślisz. Jak wspomniałam szybciej, zdania są podzielone i chętnie poczytam jak to jest u Ciebie :)
Pozdrawiam,