13.12.2017

Coś tu poszło nie tak - Dziadek Mróz zamienił się w Krampusa

Cześć,

post będzie bardzo krótki, ponieważ chcę Ci tylko pokazać moją wariacje w odpowiedzi na konkurs na jednej z grup na Facebooku :) Tematem są Anioły i Demony w Krainie Lodu a dla mnie takim demonem jest bez wątpieniem Krampus. Zazwyczaj Krampus utożsamiany jest ze Świętym Mikołajem, ale u mnie będzie to zła wersja Dziadka Mroza.

A cała historia mojej postaci jest bardzo krótka...

Uwaga dzieci strzeżcie się bo w tym roku prezentów pod choinką nie będzie....
Nie, to nie Mikołaj. To Dziadek Mróz. I bardzo dobrze Ci się wydaje, że coś w nim jest nie tak...
Tego roku Dzidek Mróz nie wytrzymał. Z roku na rok było z nim gorzej i przejawiały się w nim jakieś ciemne moce. Teraz jego złość osiągnęła swoje apogeum i wyszedł z niego pieruńsko zły Mrozo-Krampus  
Śnieżynka postanowiła walczyć o równouprawnienie i wysuwać pozbawione sensu postulaty, a żeby tego było mało wystąpiła o urlop macierzyński, bo spodziewa się dziecka z jednym z Elfów Świętego Mikołaja. Co za zniewaga! Każdy wie, że Mikołaj to konkurent Dziadka Mroza i z roku na rok więcej dzieci wierzy właśnie w niego.
Cała produkcja zabawek stanęła w miejscu a rozwydrzone dzieciaki co rusz wymyślają nowe i super wypasione prezenty - Wołodia chce quada, Masza najnowsze kozaczki od Chanel a Stiopa popiersie z autografem Putina. Nawet Jura, który jest już dawno po 30-stce ale mimo to wciąż mieszka z rodzicami napisał list i prosi o prezenty.
Krew się w starym, siwiutkim Dziadku zagotowała (a jest to bardzo trudne bo jak wiemy Dziadek to Mróz). Z Głowy wyrósł przerażający róg, zęby zamienił za śnieżnobiałe kły i wpadł w okropny szał. Rozerwał na strzępy biedną Śnieżynkę i jej konkubenta, a gdy poczuł w swoich ustach cierpki, metaliczny posmak krwi postanowił raz na zawsze zamienić Gwiazdkę w krwawą masakre. W tym roku Dzieci czeka niemiła niespodzianka bo nie znajdą pod choinką prezentów...






I jak Ci się podoba moja praca? :) 

24.11.2017

Odrobina luksusu i złota - Pędzel do oczu 05 od Maxineczki

Cześć,

Każda z Nas lubi czasami odrobinę luksusu. Jesteśmy kobietami (choć mężczyźni też lubią pławić się w luksusach!) dlatego jest to taka nasza natura. Wydajemy krocie na szałowe buty, torebkę czy markowe perfumy. Te z nas, które zgłębiają sztukę makijażu nie szczędzą monet na perełki kosmetyczne. I właśnie taką perełkę prawie kosmetyczną dzisiaj Ci przedstawię. Trochę luksusową i swoje wartą nowinkę- pędzel do oczu nr 05 od Maxineczki.


Pędzle od Maxi zapewne już każdy z nas widział i wiele o nich słyszał. Osobiście piękniejszych nie widziałam. Ich przemyślany wygląd sprawia wrażenie prostej elegancji a zdobione 24K złotem skuwki tworzą z nich produkt luksusowy. Zresztą cena też należy do przedziału ekskluzywnych produktów- ale o cenie porozmawiamy później. Pędzle wykonany jest ręcznie z naturalnego włosia, a cała produkcja odbywa się w Japonii.


Włosie jest niesamowicie delikatne i sprężyste, przez co praca tym pędzlem to sama przyjemność. Roztarcie granic to teraz pikuś :D Widać, że produkt stworzony jest przez wizażystę i znacznie ułatwia mi prace. Jest lekki i od momentu zakupu ( jakieś dwa miesiące) nie stracił ani jednego włoska! Z myciem też nie ma problemu.aczkolwiek Maxineczka zaleca prać swoje pędzle w delikatnym mydle lub specjalnym płynie do pędzli żeby włosie się nie zniszczyło. Po umyciu koniecznie trzeba ubrać pędzel w osłonkę żeby się nie odkształcił.


Warto też wspomnieć o opakowaniu w jakim przychodzi do nas produkt. Wszystkie pędzle Maxi (bez różnicy czy to zestaw czy pędzel pojedynczy) przychodzą w eleganckich, kartonowych tuba z logo Maxineczki. Moja tuba stoi na toaletce bo jest tak piękna, że szkoda mi było ją wyrzucać <3 Jak zatem pędzle MBrush przedstawiają się cenowo? Za swój zapłaciłam ok. 70 zł i z tego co pamiętam, był to jeden z tańszych. Cena jest dość duża ale przestańmy się łudzić - te pędzle warte są wszystkich pieniędzy.

W moim przypadku taka perełka to jeden z nielicznych skarbów w kolekcji bo raczej nie mogę sobie pozwolić na zakup całego zestawu ( chyba, że nagle dostane spadek po cioci z USA albo wygram w Milionerach). Może z czasem skuszę się na jeszcze jeden np. do twarzy. Kto wie!



11.11.2017

[Makeup] Andrzejki tuz tuż..

Cześć,
zbliżamy się wielkimi krokami do hucznego obchodzenia Andrzejek. Noc wróżb, magii i przepięknych makijaży. Tego wieczoru możemy pozwolić sobie na dużo błysku w postaci brokatów, cieni foliowych i opalizujących pigmentów. Jak tu nie kochać końcówki roku?

Dzisiaj chcę pokazać Ci makijaż z przewagą odcieni różu, bordo i opalizującego pigmentu z Inglota.


OCZY: Golden Rose Eyeshadow Primer 
Catrice Liquid Camouflage 010
Inglot cień nr 366
Inglot pigment nr 115
Kobo Pearly Cream Eyeshadow 01 Soft Peach 
Kobo cienie 102 Almond 142 Mono
Sleek Oh So Special Wrapped up i Noir 
Golden Rose Infinity Lash Mascara
Rzęski by Aliexpress

BRWI: AA Wings of Color All Day Long Brow Pomade 01 Blond 
Golden Rose Longastay Brow Styling Gel 

TWARZ: Catrice HD Liquid Coverage 010 Light Beige 
Catrice Liquid Camuflage Concealer 010 Porcellain
Golden Rose Color Corrector Crayon Correct Redness 51
Golden Rose Contour Crayon Face Shaping Stick 23
Wibo Puder Ryżowy
Affect Prasowany Bronzer ( odcienia niestety nie mam na opakowaniu)
Hean Bronzer 506 Bahama Sun 
Ingrid Róż Satin Touch 
Ingrid Puder Rozświetlający 

USTA: Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick 04

AKCESORIA: Pędzle Nanshy
MBrush by Maxineczka 05 
Gąbka Blend it!




23.06.2017

Kici kici miał - Metalowy efekt kociego oka od Claresy

Cześć,
Jeśli śledzisz mnie na portalach to z pewnością już wiesz, że marka Claresa zaproponowała mi wejście do grona dziesięciu Ambasadorek i możliwość przetestowania różnych produktów z asortymentu. Bardzo mnie to ucieszyło, bo po testach nowej formuły w których również wzięłam udział strasznie się polubiłam z lakierami tej marki :) Tym oto sposobem mogę Ci dzisiaj przedstawić produkt z Linii Magnetic o iście królewskiej nazwie Royal Blue.


Linia Magnetic to lakiery nadające efekt dość popularnego obecnie kociego oka. O co chodzi? A o to, że na tafli mieniącego się koloru tworzymy cienką poświatę za pomocą magnetycznej płytki. Całość przypomina piękne oko kociaka <3


Royal Blue to  odcień niebieskiego z mnóstwem opalizujących drobinek, które pod wpływem magnezu układają się w złotą poświatę. Początkowo miałam problem z ułożeniem płytki w odpowiedni sposób ale szybko idzie to opanować :)  Lakier sam w sobie ma nową formułę Claresy i nie mogę się tu przyczepić bo już nie raz pisałam, że jest dla mnie odpowiednia.Jedyna rzecz jaka mnie drażni to zapach. Mocny i taki właśnie metalowy ze względu na drobinki.


Nie mam jeszcze stylizacji bo dałam paznokciom trochę odpocząć ale przy najbliższej okazji z pewnością go wypróbuję bo efekt bardzo mi się podoba :)


04.06.2017

Najbardziej "matowy" mat do ust jaki znam

Cześć,

W tą przepiękną niedzielę siadłam do posta o baaardzo znanych i lubianych produktach do ust od Golden Rose. Nie znam osoby, która by nie słyszała o matowych pomadkach w płynie w mega napigmentowanych kolorach. O ich popularności jeszcze bardziej przekonałam się teraz, gdy zaczęłam prace na wyspie GR. 9 na 10 klientek zainteresowanych produktami do ust pyta właśnie o Longstay Liquid Matte Lipstick. I wiesz co? Ja się im wcale nie dziwię :)


Zanim cokolwiek napiszę pragnę zaznaczyć, że opinia ta jest obiektywna i nie reklamuję tu produktu ze względu na własne korzyści. To, że pracuję w Golden Rose nie ma żadnego wpływu na posty, które będę zamieszczać na blogu :)

Na wstępie opowiem Ci krótko o firmie. Mało kto wie, że kosmetyki te pochodzą z Turcji i produkowane są już od wielu lat pod postaciami różnych nazw. Bo Golden Rose to nie tylko produkty sygnowane tą nazwą ale także Miss Selene, Classic czy Roxanne. Niektóre produkty dustrybutowane są w Niemczech (markery do ust) lub we Francji ( francuskie komponenty w perfumach Roxanne). Ale nie to jest dzisiaj najważniejsze.


W swojej prywatnej kolekcji mam tylko trzy kolory matowych pomadek w płynie: 06,03 i najbardziej rozsławiony przez gwiazdy You Tube 10. W pracy jednak mogę obmacać i wypróbować wszystkie odcienie no i oczywiście mam swoich ulubieńców w całej serii. A seria na chwilę obecną zawiera aż 26 kolorów - od delikatnych nudziaków, po mocne róże, soczyste czerwienie i ciemne burgundy. Można przebierać do woli :)

Idąc tropem kolorystyki pokarzę Ci swoje łupy.
06 to nietypowa czerwień. Swoją nietuzinkowość zawdzięcza temu, że przypomina bardziej malinę i jest delikatnie zgaszona. Dostosowuje się również do pigmentu ust i tak u mnie wpada w żywą   jasną czerwień a u ciebie może pozostać taką chłodną malinką.

03 jest brudnym różem z dominacją fioletowych tonów. To co w niej wyjątkowego to drobne, złote refleksy odbijające światło. Ten kolor sprawdzi się na co dzień i na wieczorne wyjścia. Jednak należy go bardzo oszczędnie nakładać, bo inaczej cały urok złotych drobinek znika.

10 to najpopularniejszy odcień i kobiety kupują ją bardzo często. Bardzo często również robią to niepotrzebnie bo jest ona baaaardzo specyficznym odcieniem i niestety mało komu pasuje. Ja ją lubię bo u mnie jakoś ta trupia sinizna wygląda ale zazwyczaj odradzam Paniom wyboru tego numerka.



Jak już wspomniała na początku, produkt posiada bardzo mocny pigment. Często słyszę o trudnościach z pozbyciem się tego pigmentu podczas demakijażu i sama tez się nie raz o tym przekonałam. Tak samo ma się sprawa trwałości. Usta pomalowane raz spokojnie przetrwają cały dzień w pracy czy wieczorne wyjście. Niestety jednak pomadki mogą spowodować uczucie wysuszenia na ustach. Ale i na to jest rada. Producent wypuścił bazę pod te pomadki w formie sztyftu lub konturówki, której zadaniem jest nawilżenie ust i zabezpieczenie przez wyschnięciem oraz łatwiejszy demakijaż.
Forma płynna produkty wymusiła opakowanie tradycyjne jak przy błyszczykach, wykończone troszeczkę zbyt szerokim jak dla mnie aplikatorem. Przy wąskich ustach może być ciężko z równomiernym nałożeniem produktu. Mają delikatny zapach, trochę ciężki do opisania.


Cena tych pomadek to 19,90 zł w regularnej sprzedaży. Warto jednak obserwować akcje promocyjne Golden Rose ponieważ można trafić na świetne okazje i promocje. 
Powiem więc śmiało, że jeżeli poszukujesz produktu trwałego, matowego i mocno napigmentowanego to Longstay Liquid Matte Lipstick jest strzałem w dziesiątkę! Z całego serducha polecam, a jeśli jesteś z okolic Przemyśla to zapraszam do Galerii Sanowa :) Z chęcią pomogę i znajdę odpowiedni odcień. 



30.05.2017

Claresa podąża nowymi ścieżkami

Cześć,

Po wielu trudnościach ( czy Tobie też coś blokuje pisanie postów na Bloggerze??) nadeszła pora na moje trzy grosze w kwestii nowej formuły lakierów hybrydowych od Claresy. Mam je już chwilkę ale jestem daleko w tyle z recenzją,  ponieważ wszystkie moje koleżanki po fachu już dawno zrecenzowały swoje paczki. U mnie nie obyło się oczywiście bez zamieszania i pierwsza przesyłka zniknęła na poczcie ( ktoś ją sobie przygarnął) :( Ale całe szczęście szybko zostało to naprawione i tak oto mogę dziś napisać wszystko co uważam za istotne.


Już po tytule możesz zobaczyć, że nie będzie to recenzja negatywna. I piszę to z czystym sumieniem ponieważ nie wyobrażam sobie, że mogę coś złego o tych lakierach napisać. Szczerze je uwielbiam i nie jest to tylko wynikiem tego, że dostałam je do testowania. Zresztą zawsze mogę odesłać Cię do postu z zeszłego roku DOKŁADNIE TU. Tak jak zaznaczyłam w tamtym poście, miarą trwałości jest u mnie tydzień. Jeżeli lakiery "siedzą" mi przez taki okres czasu zdają mój test. No i tak właśnie jest z tymi produktami.


W przesyłce dostałam Top i Bazę oraz cztery lakiery wyprodukowane wg nowej formuły. O co chodzi z tą formułą? A no o to, że "stare" lakiery miały bardzo rzadką i lejąca konsystencję i pojawiał się problem przy aplikacji. Postanowiono coś z tym zrobić i jak widać była to dobra decyzja :) Nowa formuła spowodowała, że produkt nie ścieka z pędzelka i jest odrobinę gęstszy, co powoduje bardziej komfortową aplikację.


Top i Baza się nie zmieniły więc nic nowego o nich nie napisze. Krótko tylko podsumuję, że są to jedne z lepszych produktów podstawowych z jakimi pracowałam. Moim zastrzeżeniem i jednocześnie radą jest nakładanie małej ilości produktu bo może delikatnie w lampie ściekać. Baza pięknie nabłyszcza paznokcie i co najważniejsze oba te produkty współpracują z produktami innych marek więc nie ma problemu z łączeniem.

Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną to w moje łapki wpadły cztery kolorki, które bardzo mi się spodobały <3
405 to taka błyskotka. Chłodna czerwień z drobinkami dającymi połyskującą poświatę. Nie jest to chamski brokat tylko delikatne, perłowe wykończenie. Jedna warstwa niestety prześwituje ale nałożona na biały podkład lub wzmocniona kolejną warstwą wygląda pięknie.

400 to bliska krewna 405. Tym razem jest to ciepła czerwień wpadająca delikatnie w pomarańcz. Ten jak i pozostałe kolory są już jednolite i nie zawierają drobinek. Tutaj z kryciem jest już lepiej i dwie warstwy wystarczą :)

503 to mój ulubiony skarbek <3 Taki słodziuchny, stonowany róż. Trochę pastelowy, lekko rozbielony. Na paznokciach wygląda bardzo lekko i dziewczęco. Idealny właśnie na wiosnę czy lato. Z racji tego, że jest taki delikatny dwie warstwy to standard.

701 jest odrobinę ciemniejszy i na zdjęciu wygląda jak pomieszanie niebieskiego z fioletem ale w rzeczywistości jest to szary z lekko fioletowymi tonami. Do soczystej limonki nada się doskonale. Tak jak w przypadku reszty potrzebuje dwóch warstw.


Nie pokażę Ci dzisiaj żadnej stylizacji ponieważ moje paznokcie mają chwilowy odwyk i dochodzą do siebie po kilku hybrydach pod rząd. Ale zdradzę Ci w sekrecie, że może niedługo pomogę Ci poznać markę Claresa bardziej szczegółowo ( bo nie tylko lakiery są w ofercie) i z pewnością przygotuję Ci kilka fajnych stylizacji :)

Jeśli interesują cie lakiery to zachęcam do odwiedzenia sklepu internetowego Claresa. Bardzo często mają różne promocje w których kupisz produkty za bardzo niską cenę!


24.05.2017

Vipera Smoky Eyebrow Stencil Kit

Cześć,
Powiedz mi, czym podkreślasz swoje brwi? Bo w szale obecnej mody chyba każda z nas to robi. Jedne z lepszym, inne z gorszym skutkiem (if you know what I mean :D ) ale twardo podążamy za wyznaczonymi trendami. U mnie rutyną jest zestaw cienia i pomady do brwi z Inglota ale miałam możliwość spróbowania nowego produktu Vipery. Przyszedł do mnie cały zestaw nazwany "niezbędnikiem". Tu bym trochę polemizowała ale o tym później :) Póki co przedstawiam Ci Smoky Eyebrow Stencil Kit.


Jak widzisz na załączonym obrazku, głównym produktem jest tu cień do brwi. Dodatkowo wspomagany jest przez tradycyjny aplikator pacynkę i zestaw szablonów do narysowania sobie gotowych brwi ( taki trochę hardcore ). Całość w bardzo ładnym kartoniku zawierającym instrukcję krok po kroku.


 Skupimy się dzisiaj gównie na tym cieniu, który swoją drogą jest ogrooomny. Oczywiście odcień mam źle dobrany bo tak się kończą sugestie internetowe. Myślałam, że dostane ładny, chłodny brąz (wiem, że nawet na tych zdjęciach tak wygląda) ale niestety 02 Limbo to kolor  bardziej wpadający w ciemny, ciepły brąz. Różnice zobaczysz na mini tutorialu krok po kroku. Ogólnie zestaw dostępny jest w 9 kolorach: 01 peanut, 02 limbo, 03 pottery, 04 malibou,05 dawn, 06 uptown, 07 tunnel, 08 opera, 09 cubist.



Konsystencja produktu ma bardzo pomocną, delikatną strukturę, która bez problemu pozwala na ładne wycieniowanie i roztarcie. Ciężko mi ją określić, ale przypomina delikatnie satynowe wykończenie, ponieważ pełnym matem nie można tego nazwać. Cień jest bardzo mocno napigmentowany i z pewnością będzie wydajny.Jeżeli chodzi o trwałość to cały dzień siedzi spokojnie :) 



Tak jak wspomniałam na początku, zestaw uzupełniony jest w bardzo malutki aplikator z gąbczastą końcówką ( kompletnie nieprzydatny). Po pierwsze jest zbyt mały a po drugie lepiej sprawdzi się tu skośny pędzelek a nie pacynka. Ten sposób nie działa. Kolejny dodatek to 6 szablonów z różnymi kształtami brwi, prawdopodobnie mającymi imitować brwi znanych gwiazd kina i estrady. No cóż...W kwestii szablonów zbyt wiele nie mogę powiedzieć, ponieważ dla mnie wszelakie szablony to badziew. Nigdy brwi nie będą wyglądać ładnie i naturalnie gdy odrysujesz je od szablonu. Pominę fakt, że każda twarz ma swój indywidualny kształt brwi :) To, że Madonna dobrze wygląda nie oznacza, że Twoja twarz tez potrzebuje takiej oprawy. 



Zrobiłam taki malutki pokaz jak pomalować brwi tym cieniem. Z góry zaznaczam, że nie jest to żaden wzór do naśladowania! I oczywiście pominęłam szablony i pacynkę. Pokażę Ci najprostszy i najmniej naturalny sposób podkreślenia brwi.

1. Brwi przeczesuję grzebykiem i staram się okiełznać niesforne włoski.
2. Za pomocą cienkiego pędzelka i cienia nadaję im kształt, zaznaczając mocniej zewnętrzną część brwi.
3. Przestrzeń pod łukiem brwiowym rozjaśniam korektorem.


Gdybym miała podsumować krótko cały zestaw? Nie jest z nim źle. Kilka rzeczy mogło być przemyślanych inaczej ale sam cień jest dobrym produktem. Ja jednak jestem zdania, że do podkreślenia brwi powinno się wykorzystywać dwa odcienie produktu a w tym zestawie tego brakuje. Z racji rozmiaru można było podzielić cień na dwa i było by zdecydowanie lepiej :) Cały zestaw jest do kupienia za 27,99 zł. Hmmm to już pozostawiam Ci do własnej oceny :) 

Zestaw kupisz tu :)






 






26.04.2017

Korektor rozświetlający, który więcej przyciemnia niż rozjaśnia

Witaj,
Coś się ostatnio zaroiło na moim blogu od wszelakich bubli ;/ Albo ja mam takiego pecha do kosmetyków albo ktoś na górze planuje nadać mojemu blogowi ścieżkę bublowego zakątka w sieci. Niestety ten dzisiejszy post również nie będzie syty w pochlebstwa. Opowiem Ci trochę o korektorze RE-TOUCH LIGHT-REFLECTING Concealer  od Catrice, który miał być rozświetlający ale bardziej sprawdzi się jako brązujący...


Wiesz z jakiej firmy jest mój ulubiony korektor? Z Catrice! O ironio...jak widać produkt produktowi jednej firmy nie równy. Odcień odcieniowi również, mimo że mają taki sam numerek. No ale  zacznę od początku. Mój faworyt bardzo często jest wyprzedany, o ile całkiem nie znika z półek w kilka chwil. Jak to mówią- przezorny zawsze zabezpieczony ? No ja właśnie nie zawsze mam drugi egzemplarz w zapasie. I takim sposobem trafiłam na tego bubla. Musiałam szybko coś kupić bo zostałam z denkiem. Myślałam sobie, że skoro produkt jest rozświetlający i jak byk pisze ( mimo, że po angielsku no ale jednak pisze), że zalecany do rozjaśniania, "wygładzania" zmarszczek itp to będzie całkiem dobry. O zgrozo, jaki to był błąd!


Kupiłam zadowolona odcień najjaśniejszy z dostępnych -005 Light Nude. Pokierowałam się tu tym, że 005 z tej wersji kamuflującej jest meeega jasny i najbardziej mi odpowiada. Zaraz jakaś dobra duszyczka zapyta "To czemu nie sprawdziłaś testera? ". Tester? W tym sztucznym, rozjaśniającym, drogeryjnym świetle? Serio....? Nic by mi to nie dało.


Kolor, to porażka. 005 jest strasznie ciemny i ni jak nie nadaje się do rozświetlenia. Aż dziw bierze, że 005 w tym przypadku tak bardzo różni się odcieniem od 005 w wersji kamuflującej.


Trochę ten wpis zaczęłam od d*** strony i przyczepiłam się na wstępie do koloru ale najbardziej mnie to zirytowało. Teraz przejdę do pozostałych kwestii.

Korektor wygląda bardzo dobrze, wręcz elegancko i solidnie. Opakowanie jest metalowe, oprawione ciemnymi literami. Wnętrze zaś to czarny plastik. Aplikator w kształcie pędzelka z długimi włoskami. Jest to produkt działający na zasadzie wykręcania więc czasem trzeba się namachać tą ręką. Szczególnie przy pierwszej aplikacji. Pędzelek niestety tworzy smugi ;/


Produkt jest mało kryjący i brzydko wygląda na skórze. Robi się taka nieładna warstwa i z pewnością nie zneutralizujesz nim zasinień czy oznak starości ( a przecież takie zalety wypisane są na opakowaniu). Inwestując w ten korektor nie straciłam jakiś wielkich pieniędzy, ponieważ jest to suma w okolicach 15 zł, aczkolwiek niesmak pozostał. Zawiodłam się dość mocno na tym korektorze i nie mogę go polecić. Jeżeli u Ciebie sprawdził się lepiej i masz inne zdanie na jego temat, to podziel się tym ze mną w komentarzu :)


04.04.2017

Bordowy kameleon - czyli pora znowu coś zmalować

Cześć,

Dzisiejszy post będzie krótki i raczej skąpy w słowa, ponieważ postanowiłam w końcu dodać jakiś makijaż :) Dawno nie pokazywałam tu swoich prac i pewnie pozostało by to niezmienione, gdyby nie entuzjazm z jakim przyjęto ten makijaż na mich portalach społecznościowych. Jeżeli więc masz ochotę poznać produkty, które użyłam do stworzenia Bordowego Kameleona to zapraszam :) 


Bordowy Kameleon swoją nazwę zawdzięcza dominującym bordo z kolekcji Sugar and Spice oraz pigmentowi nr 85 z Inglota.  Jest to mocny makijaż (a nawet takie smokey eyes), bo w takich się ostatnio lubuję :) Lubię podkreślić oko i obowiązkowo dodać rzęsy! 

A oto lista produktów:

TWARZ:
- podkład Revlon Colorstay 150 Buff
- korektor Liquid Camouflage 005 Light Natural
- puder MySecret Loose Transparent Powder 
- mieszanka brązerów Kobo 311 Numbian Desert i Hean  Egyptian Powder 
- róż i rozświetlacz Makeup Revolution Sugar & Spice 

BRWI:
- cień do brwi Inglot 560
- pomada Inglot 12 
- żel do brwi Make Me Brow Essence 

OCZY:
- Inglot Sugar& Spice nr 297
- Makeup Revolution Iconic Pro 2 Paper 
- The Balm Meet Matt(e) Trimony Matt Kumar, Matt Reed
- Bell HypoAllergenic Eye Liner Pencil 20
- Inglot Cień do powiek AMC 85
- Essence Get Big Lashes Mascara
- rzęsy Ding Sen A20

USTA:
- Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick 10 





Trochę się nalatałam za światłem ale jakoś się udało :) Teraz dni coraz bardziej słoneczne więc powinno być lepiej z dobrymi zdjęciami. Jak Ci się podoba moja odsłona mocniejszego makijażu? 


18.03.2017

No i gdzie ten Push Up ja się pytam ?

Cześć,

Dom posprzątany, obiad wesoło bulgocze na kuchence, zdjęcia obrobione - można zabrać się za pisanie posta. Niestety będzie to post z tych, w których ostrzegam. Tusze do rzęs zmieniam jak rękawiczki bo  jakoś do tej pory nie udało mi się znaleźć tego jedynego. Nie znaczy to oczywiście, że nie spotkałam  w swoim życiu paru całkiem fajnych produktów. Ten dzisiejszy się do nich nie zalicza ale uznałam, że warto poświęcić mu chwilkę bo najtańszy nie jest a szkoda wyrzucać pieniądze w błoto. Panie i Panowie przedstawiam Bourjois Push Up Volume Glamour - czyli, jak posklejać sobie rzęsy!


Na początek zrobię coś, czego zazwyczaj nie robię w swoich postach. Przetoczę opis produktu i zapewnienia producenta :)

"Dzięki szczoteczce Uplift, która wyposażona jest w 15 stref malowania, maskara Volume Glamour Effet Push Up zapewnia już za pierwszym pociągnięciem szczoteczki dokładne pokrycie rzęs na całej długości, od nasady aż po same końce. Maskara zwiększa objętość rzęs aż 11 razy i utrzymuje się na rzęsach 16 godzin!
Elastyczna formuła maskary umożliwia swobodne nakładanie kolejnych warstw tusz nie wysycha ani nie twardnieje.
Krągłe kształty to kwintesencja kobiecości i obietnica objętości. Idealnie pasuje do każdej damskiej torebki."


Sam tusz wygląda przyjemnie dla oka i wykonany jest we właściwym dla Bourjois eleganckim stylu. Plastik powoduje, że jest lekki i poręczny, przez co bez problemu możesz go zabrać ze sobą do torebki. Ale nie opakowanie jest w tuszu najważniejsze, tylko jego wnętrze. 


I tutaj kończą się jakiekolwiek pozytywne opinie o tym produkcie. Tusz sam w sobie jest dla mnie bublem nad bublami. Posiadam nr 71 Wonder Black i daleko temu do głębokiej czerni. Jak możesz zobaczyć na zdjęciu, przypomina to bardziej taki grafit więc nie rozumiem, po co nazywać to "wspaniałą czernią". Pachnie tradycyjnie, jak zwykły tusz. Konsystencja jest tu gęsta, ale nie aż tak żeby był jakiś problem z rozprowadzeniem.

Przejdźmy do tej wychwalanej w opisie wyżej szczoteczki super-hiper-ultra-cośtam. Szczerze? Dla mnie zwykła szczoteczka jakich miliony w tanich tuszach bazarowych. Krótkie włoski są nieco twarde, ale wyginają się na boki jak się tylko da. Sama szczoteczka siedzi sztywno, co dla mnie jest akurat na plus. Nie cierpię tych końcówek co wyginają się przy pierwszym zetknięciu z rzęsami.


Jak wiadomo, tusz nie jest po to, żeby stać więc pora na efekt! No efekt jest powalający...w negatywnym tego słowa znaczeniu. U siebie nie zaobserwowałam żadnego pogrubienia a o push 
up-ie to już całkiem nie ma mowy. Jedyne co widać bardzo dobrze to posklejane rzęsy. No nie potrafię pomalować tym produktem rzęs tak, żeby miało to jakiś wygląd. Skleja wszystko i jeszcze pozostawia grudki - a na koniec i tak się osypuje. Nie ma mowy o drugiej warstwie, bo z rzęs zostaną tylko pozlepiane patyczki.


Piękny efekt, co nie? No właśnie nie...Jak za cenę w okolicach 40 zł to ten produkt nadaje się tylko do kosza. Szkoda naszych pieniędzy i lepiej zainwestować w coś innego. Bardzo często nawet tańsze tusze drogeryjne są super i nie rozczarowują jak ten tu. A może to tylko ja nie potrafię się z nim zaprzyjaźnić ?