30.11.2016

Nie taka Rosja straszna - maseczki do twarzy od Babuszki

Cześć,
Dawno tu nie zaglądałam. Ale bądźmy szczerzy - Ty też :D Znowu zastój, znowu cisza...Nigdy bym nie powiedziała, że wyjazd do Francji, przeprowadzka do nowego miasta, remont mieszkania, studia i nowa praca pochłoną tyle czasu. Dlatego nie będę tym razem obiecywać regularnych postów i ciągłej obecności bo zapewne tak nie będzie. Jeżeli zechcesz ze mną zostać i od czasu do czasu poczytać co dla Ciebie przygotowałam to super! Bardzo mnie to cieszy :) Jeżeli jednak odejdziesz to też to przecież zrozumiem. No ale bez zbędnego p*********a :D O czym piszę po kolejnej przerwie? O jednej z niewielu dobrych rzeczy, które dała nam Rosja. Serię kosmetyków Bania Agafii ( inaczej Babuszka Agafii) zna każda z nas. Ja też jakiś czas temu się skusiłam i dzisiaj pokażę Ci dwa produkty do twarzy, które najbardziej przypadły mi do gustu. Jeden z nich pokazywałam już w poście dotyczącym mojej pielęgnacji właśnie TU.


Seria rosyjskich kosmetyków zyskała popularność właśnie dzięki przeróżnym produktom do włosów i twarzy. Jako, że z tą pierwszą grupą spotykam się sporadycznie, przyjrzałam się bliżej tym do cery. U mnie ogólnie króluje problem porów i zaskórników a czasami potrzebuję zastrzyku energii,żeby nie wyglądać jak szara skarpetka wyciągnięta z gumaka. Stąd też mój wybór padł na Oczyszczającą Maseczkę z Glinką Niebieską  oraz Ekspresową Odświeżającą Maskę do Twarzy. Obie kupiłam w pewnym odstępie czasowym i w innych miejscach, ale to ma związek z zagwostką o której opowiem później.


Maska oczyszczająca to skarbnica soli mineralnych i mikroelementów dla Twojej skóry. Skład w 100% naturalny, ale ja jakoś nigdy nie wierzę w tą super extra naturalność. Otręby owsiane i glinka niebieska oczyszczają i matują. Ponadto dostarczają skórze istną bombę witaminową. Gęsta ale nie zbita konsystencja pozwala na bezproblemową aplikację. Jeżeli drażnią Cię kosmetyki zapachowe to nie jest to produkt dla Ciebie, ponieważ posiada on wyczuwalny, bardzo przyjemny zapach. Taki kwiatowo- kosmetyczny -  jeżeli coś takiego istnieje :D Po zmyciu buzię masz gładziutką i zmatowioną, więc kosmetyk spełnia swoje zadanie. U mnie otrzymuje 5, a jego zaskakująco niska cena ( ok. 5 zł) dodaje jeszcze + !


Zachwycona maską oczyszczającą skusiłam się na taką, która ma odświeżyć cerę. Oczywiście ta również jest w 100% naturalna ( w co w dalszym ciągu nie wierze). Stworzona została na bazie ekstraktu z ziół syberyjskich, przez co na właściwości nawilżające, przeciwzapalne i odświeżające. To co da się wyczuć tuż po otwarciu to silnie mroźno-miętowy zapach ( nie pytaj skąd biorę te dziwaczne porównania). Ten mróz, a właściwie uczucie chłodu, czuć na twarzy tuż po zaaplikowaniu.  Nawet delikatnie szczypie. Jest rzadsza niż jej poprzedniczka i radze nie przesadzić z ilością. Gdy potrzebuję takiego energetycznego kopa to sięgam właśnie po nią. Cena oczywiście śmieszna- jakość całkiem dobra.


( Mój aparat mnie wykończy - zajebista ostrość...)


Pomijając fakt, że dwa ostatnie zdjęcia to porażka, wspomnę jeszcze kilka słów na temat rzekomych podrób kosmetyków Babuszki. Raz o tym czytałam i z ciekawości przyjrzałam się swoim opakowaniom. Na zdjęciach tego nie widać ale tubki różnią się plastikowymi zakrętkami, opisem i dystrybutorem. Może to ostatnie powoduje, że są takie różnice, ale zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem nie trafiłam na podróbkę ;/ 

Wybacz, że zdjęcia robię kalkulatorem ale ciemnica w mieszkaniu + humorki mojego Nikona przynoszą takie skutki ;( 
Jeżeli masz jakieś produkty z tej serii to koniecznie daj mi znać. Z chęcią poznam szerszą gamę perełek. Ciekawa jestem również Twojej opinii co do podrabiania Babuszki. Może wiesz coś więcej na ten temat?




08.09.2016

Małe, zwinne, idealne - Nanshy The Eye Brush Set

Pędzli do oczu mam sporo. Całe zestawy i pojedyncze sztuki. Różne kształty i rodzaje. Naturalne, syntetyczne, puchate, płaskie, krótkie, ścięte itd. Każdy teoretycznie do czegoś innego, ale w ostatecznym rozrachunki wszystkie po to, aby podkreślić oko i wydobyć kolor tęczówki. I możesz sobie teraz pomyśleć: " Skoro masz tyle pędzli to po cholerę dalej szukasz i nabywasz". A no dlatego, że pędzel pędzlowi nierówny. Wbrew pozorom bardzo ważne jest to, jakich pędzli do oczu używasz. Dlaczego? Bo oko jest bardzo delikatne i nie trudno o podrażnienia. Zbyt twarde włosie spowoduje potok łez a syntetyczne może uczulić. No więc szukam ideału. Do tego miana pretenduje dzisiaj zestaw pędzli do oczu od Nanshy.


Cały zestaw przychodzi w bardzo eleganckim opakowaniu i zawiera w sobie siedem różnych pędzli potrzebnych do wykonania kompletnego makijażu oka. Opakowanie wraz z zawartością wygląda świetnie i myślę, że na prezent wystarczyła by tylko jakaś ładnie zawiązana wstążeczka. Ja bym się z takiego prezentu ucieszyła :) Wszystkie wykonane są z włosia syntetycznego ale przyjaznego dla oka. Metalowa skuwka z wygrawerowaną nazwą firmy dodaje im uroku i klasy. Poniżej przedstawię Ci każdy pędzel i powiem co na jego temat sądzę.


Angled Detailer to skośnie ścięty i płaski pędzelek do detali. Może być także do kresek linerem ( czy to się w ogóle tak pisze?;/ ), ale mi osobiście sprawdził się dobrze do wypełniania brwi. Jak na kreski włosie jest dla mnie zbyt długie. Można nim również dotrzeć między rzęsy na górnej powiece żeby delikatnie przyciemnić ich linie, przez co wydadzą się gęstsze.


Precise Bent Eyeliner jest już typowym pędzelkiem do kresek. Jednocześnie jest to pędzel najmniej przeze mnie używany. Z natury nie lubię tego rodzaju pędzli, co nie oznacza, że jest to zły produkt. Wręcz przeciwnie. Włosie jest dość mocno zbite a tym samym odrobinę sztywne, przez co łatwiej jest narysować kreskę. Nie rozdwaja się na końcówce a to duża zaleta. Chyba każdy wie czym grożą wystające włoski.


No i zbliżamy się do moich ulubieńców z całego zestawu <3 Na początek Blending Eyeshadow. Co za wspaniały pędzel! Praca z nim to prawdziwa przyjemność i jak ktoś mi kiedyś powie, że nie liczą się narzędzia a umiejętności to dostanie w łeb. Rozcierając cienie tworzy bardzo miękkie przejścia i przyznam, że do tej pory chyba nigdy nie udało mi się to w takim stopniu jak z tym pędzlem. Swoją wielkością dopasowuje się do mojego oka i teraz towarzyszy mi codziennie.


Kolejny cudak <3 Eye Crease podkreślisz załamanie powieki od zewnętrznego do wewnętrznego kącika. Wiesz co mi w tych pędzlach odpowiada najbardziej? Właśnie to, że są one takie małe i bez problemu mogę nimi pracować. Takie pędzle z Inglota na przykład  są dla mnie już wielgachne i strasznie nieporęczne. A te dotrą wszędzie! Podobnie jak poprzednik tworzy mięciutkie przejścia między cieniami.


Flat Definer sprawdzi się przy podkreślaniu dolnej powieki. Precyzyjnie nałoży cień i dotrze do wewnętrznego kącika. Włosie jest dość sztywne ale średnio zbite. Spotkałam się już z takimi pędzlami, ale często były strasznie szorstkie i nieprzyjemne dla oka. W tym przypadku włosie jest miękkie i z pewnością nie spowoduje podrażnień.


Tym puchaczem przypudrujesz korektor pod oczami i nałożysz cielisty cień na powiekę. Large Shader jest bardzo puchaty i do nakładania pozostałych cieni może się nie sprawdzić. Jeżeli chodzi o rozcieranie granic to też się tu sprawdza.


No i na koniec najmniejszy pędzelek Tapered Crease. Jest to typowa kuleczka do aplikowania cienia na dolną powiekę czy rozcierania kreski. Z racji swoich rozmiarów sprawdzi się jako pędzel do blendowania u osób z małą powieką. Tak jak pozostałe, jest bardzo precyzyjny i ma miękkie włosie.


Każdy z tych pędzli był już kilka razy prany i nie utraciły ani jednego włoska. Napisy, metalowe skuwki i trzonki są na swoim miejscu i nic nie uległo uszkodzeniu. Warto też zaznaczyć, że Nanshy produkuje swoje pędzle według zasady " Cruelty Free and Vegan", a więc przy ich powstawaniu nie cierpią żadne zwierzątka. Wszystko jest jak najbardziej bezpieczne i  w zgodzie z naturą. Za to należy się ogromny szacunek firmie.



Jeżeli szukasz dobrego zestawu do oczu, w którym każdy pędzel znajdzie zastosowanie to odsyłam Cię do CocolitaLadyMakeupPuderek i eKobieca. Znajdziesz tam różne produkty Nanshy oraz prezentowany tutaj zestaw :) Ja już szepnęłam kilka słów do Narzeczonego o zestawie do twarzy i pasie więc czekam na jakąś okazję czy święta :D

Ciekawa jestem Twojej opinii o firmie i produktach. Jeśli masz pędzle Nanshy albo możesz mi coś polecić to z chęcią się dowiem :)


03.09.2016

Złota ósemka kolorów na jesień

Kolejne dni września mijają z rozmachem a to świadczy tylko o tym, że nieubłaganie zbliża się jesień. Okres spadających liści, depresji, błyszczyku we włosach i kaloszy. Trzeba wziąć się za odkurzanie pochowanych głęboko w szafach do Narnii płaszczy i kapeluszy bo oto Złota Królowa powoli wita w naszych progach. Nie lubię jesieni. Ciągle tylko deszcz, wiatr i zimno. Ale wychodzić z domu niestety trzeba. A jak już wychodzę to i wyglądać jakoś muszę. No i właśnie dlatego chcę Ci dziś przedstawić kilka propozycji na jesienne usta.


 Jesienią lubię nosić się w mocnych odcieniach bordo, szalonych śliwkach i fioletach a czasem w stonowanych kolorach brudnego różu. Zdecydowanie odstawiam neonowe róże, moje kochane fuksje czy wszystkie typowo letnie kolory. Jedynie czerwień pozostaje tu neutralna. Dlatego żadnej  w tym poście nie znajdziesz. Czerwień nie gości u mnie zbyt często bo nie podobam się sobie w tym kolorze.



Na początek czekoladowy nudziak. Matowa pomadka o nazwie Praline od e.l.f. Nie bez powodu nosi taką a nie inną nazwę. Pięknie pachnie czekoladowymi pralinkami i ma delikatnie czekoladowy kolor. No i niestety jest słodka -----> można się jej szybko pozbyć :D Ten kolor jest dość ciemny, mimo iż tu na takiego nie wygląda. Nie każdemu też będzie pasował. Ma mocny pigment i bez problemu się nakłada.


 Kolejna propozycja to matowe konturówki Bell HypoAllergenic. 01 jest delikatnym, brudnym różem wpadającym w brzoskwinię. Jeden z moich ulubionych. 03 to bardzo ładna wiśnia. Obie konturówki są prawdziwym matem ( a nie jakimś oszukanym, jak to często bywa) i ładnie się na ustach prezentują. Możesz używać ich jako bazę ale solo też dają rade.


Produkty do ust KOBO zna chyba każdy :) Są naprawdę świetne jakościowo i niczego sobie pod względem ceny. Kolor 305 Sensual Purple to petarda. Bordo idealne na jesienne wyjścia. Jest dość masełkowate i daje soczyste wykończenie. Nie jest to kolor typowo matowy bo delikatnie na ustach połyskuje. Trochę się wpija w usta i mi osobiście strasznie ciężko nim wyrysować ładne krawędzie.


Ta delikatna propozycja to Inglot. I tu mam problem. Nie mam naklejki z numerem i za czorta nie potrafię go zidentyfikować :D  Może wiesz co to za kolor? Bo jest dość naturalny i wygląda na ustach jak balsam. Pachnie obłędnie i ma lekko perłowe wykończenie. Jak nie chcesz się wyróżnić z tłumu to śmiało możesz go nałożyć!


Tutaj odrobina szaleństwa w postaci produktu AVON o nazwie Bitten. Na zdjęciu wyszedł dość różowy ale w rzeczywistości wpada w fiolet. Zrobi szał na imprezie :D


Na sam koniec zostawiłam dwa produkty Golden Rose. Pierwszy to matowa pomadka Velvet Matte Lipstick o numerze 02. Coś mi się wydaje, że nie muszę szczegółowo przedstawiać tego produktu. Pomadki robiły furorę więc obstawiam jakieś 80% szansy, że masz taką w kosmetyczce. Ta to typowy brudny róż. Na co dzień jak znalazł.


Ostatni na liście jest mój ulubieniec, który co prawda króluje teraz ale jesienią też nie raz na moich ustach zagości. Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick nr 10. Ta sławna "truposzka", która już na blogu gościła w poście z kosmetykami do makijażu. Trwały mat na mur beton o przyjemnym zapachu. Dla mnie bomba :)


Z chęcią się dowiem jakie są Twoje ulubione kolory na jesień. Może mnie zainspirujesz i coś sobie podkradnę ? Koniecznie napisz co myślisz o moim zestawieniu.

A gdyby jesienna pogoda zmusiła Cię do pozostania w domu to jest pewien portal, który warto odwiedzić. Słyszałaś o KobiecePorady.pl ? Jeśli nie to zachęcam do odwiedzenia. Znajdziesz tam mnóstwo artykułów o zdrowiu, urodzie a nawet kuchennych poradnikach Pani Domu :) Artykuł o doborze koloru lakieru do karnacji albo o walce z problemem zmarszczek z pewnością Cię zainteresują :)


25.08.2016

Soczyste kiwi z pazurem

Lato,lato i po lecie. Ostatnie promienie słońca ogrzewają nasze ciała i lada dzień przyjdzie nam wyciągać z szaf płaszcze i kozaki. Tak to już jest. Ale nie można się tak łatwo poddawać! Trzeba łapać lato za każdy możliwy koniec i mieć je przy sobie jak najdłużej. Tak tez i ja zrobiłam. Umieściłam lato na paznokciach w postaci soczystych owoców. A wszystko to za sprawą kolejnej nowości do paznokci - lakierów hybrydowych Claresa.


Paczka, którą dostałam zawierała bazę z topem oraz dwa letnie kolory. Dodatkowo dostałam również płyn do odtłuszczanie płytki ale o nim potem. Z firmą oczywiście stykam się pierwszy raz ale już na blogach o tych lakierach czytałam więc tym bardziej ciesze się, że mogłam je również wypróbować. Wiesz co mnie mile zaskoczyło? Że dołączona była również bardzo ładna kartka z nakreślonymi odręcznie słowami od zespołu Claresy. Niby nic wielkiego a jednak świadczy o podejściu i jest fajnym gestem.


Top i Baza to podstawa każdej stylizacji. Bez nich nic niestety nie zrobisz. Dlatego też ważne jest, jak te dwa produkty sprawują się jakościowo. Zresztą pisałam o tym również w poprzednim poście przy okazji lakierów z Victoria Vynn.
Baza ma dość rzadką konsystencję. Ładnie się rozprowadza ale radzę zmniejszyć ilość produktu na pędzelku bo może się rozlać. Co ważnie, nie ma tu drażniącego zapachu jak w przypadku chociażby lakierów Semilac.
Top jest odrobinę gęstszy ale tu również musisz kontrolować ilość. Nadaje ładny połysk i jest całkiem spoko.
Chciałam również sprawdzić, jak te lakiery sprawdzają się w pracy z hybrydami innych firm. Chodziło mi tutaj o ich uniwersalność bo jest to dla mnie ważna sprawa. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której klientka prosi mnie o stylizację z użyciem kolorów z różnych firm i każdy lakier paruję z osobną bazą i topem. Dlatego przy tej stylizacji połączyłam bazę i top z lakierem Semilac. Powiem szczerze, że nie jest najgorzej. Co prawda trochę mi się lakier zadzierał ale to prawdopodobnie z racji tego, że gryzę paznokcie. Nie myl z obgryzaniem bo to nie to! Taki mam odruch, że przygryzam sobie paznokcia :D


Wybór kolorków pozostawiłam przedstawicielce jednak zaznaczyłam, że chciałbym coś żywego i letniego. I tak też trafiłam! Soczysta zieleń 302 Green Snake i 02 Yellow Mouse idealnie spełniły moje oczekiwania. Zresztą sama zobacz jak pięknie wyglądają <3


302 Green Snake  to neonowa zieleń. Jest moim zdecydowanym faworytem. Ma świetne krycie i przy dwóch warstwach płytka jest równomiernie pokryta. Konsystencja nie sprawia problemów a precyzyjny pędzelek pozwala na szybkie nałożenie produktu.
02 Yellow Mouse delikatnie mnie zawiódł swoim kryciem. Jest to tzw. lakier pół transparentny, czyli taki przy którym musisz użyć białego podkładu bo inaczej będą prześwity. Nie lubię tych lakierów strasznie ale chyba każda firma takie ma. Z Semilaca też taki posiadam i zawsze jest kupa roboty przy malowaniu. Trzy warstwy lakieru powodują, że jakoś to wygląda ale szału nie ma. Szkoda bo kolor jest bardzo ładny. Taki słonecznikowy.


Dodatek w postaci buteleczki z Cleanerem bardzo mnie ucieszył. I ten produkt zasługuje na miano największego odkrycia w moim kufrze! Czemu? Bo w przeciwieństwie do WSZYSTKICH znanych mi produktów do odtłuszczania ten pachnie bardzo przyjemnie.Ja tu wyczuwam mango ale to pewnie tylko moje skojarzenie:D Bardzo duży plus!


Jeżeli czytasz mojego bloga to wiesz, że hybryda to na moich paznokciach tydzień, góra półtorej. Jeżeli lakiery przetrzymają ten czas, to uważam je za trwałe produkty. Tak jest i w tym przypadku. Minął tydzień i wszystko jest jak najbardziej w porządku.  Mówiąc krótko lakiery Claresa to świetna jakość i niskie ceny. A właśnie! Robiąc zakupy z moim kodem rabatowym (patrz kolumna po prawej stronie --------->) dostajesz  - 30 % rabatu. Nie zwlekaj i biegnij na zakupy :D Lakiery dostaniesz w oficjalnym sklepie CLARESA.

A może Ty też miałaś możliwość poznania nowej jakości na polskim rynku? Jeżeli tak to koniecznie daj znać jakie są Twoje odczucia :)


17.08.2016

It's me Victoria Vynn - z Nowego Jorku na polskie salony

W dzisiejszych czasach wiele z nas pozwala sobie na luksus w postaci pazurków hybrydowych w domowym zaciszu. Zestawy startowe kuszą niewygórowaną ceną a w kwestii produktów firmy biją się na łeb, na szyje. Jest ich mnóstwo. A tak się składa, że sama dorabiam sobie na paznokciach i wiem, czego oczekiwać od dobrych produktów. Dziś pokarzę Ci nowość, która zawitała w nasze polskie progi prosto z amerykańskiego New York City. Moje Drogie Panie poznajcie Victorię Vynn.


Nowy Jork to bez wątpienia sam środek światowych trendów i stolica mody. To właśnie stąd firma czerpie swoje inspiracje na nowe produkty i nietuzinkowe połączenia kolorystyczne.
Zestaw, o którym dzisiaj opowiem to Salon Gel Polish System. Jest to system światłoutwardzalnych lakierów o właściwościach soak off. Nie myl tego z typową hybrydą bo takową nie jest. Ale spokojnie, zaraz Ci wszystko wytłumaczę i wyjaśnię, co do czego służy.


Gel Polish Tape Bond  to preparat bezkwasowy, który stanowi podkład na naturalnej płytce paznokcia, gruntując ją i zwiększając przyczepność całej stylizacji. Co w nim dobrego? A no to, że nie zawiera polimerów i jest całkowicie bezpieczny dla płytki. Zapach baaardzo przypomina zmywacz do paznokci i może być troszeczkę drażniący. Zachowuje się tak jak primer nakładany na płytkę pod żel. Szybko się wchłania ale radze uważać z ilością produktu, bo można przedobrzyć.
Gel Polish Base to kolejny krok i jest to już typowa baza pod cały manicure. Jej właściwości są takie jak każdej innej bazy - ma za zadanie "przymocować" całą stylizację do płytki. Konsystencja jest dla mnie idealna. Nie jest lejąca, ale też nie ciągnie się jak glut. Jest odrobinę rzadsza od bazy z Semilaca i to akurat jej zaleta.
Gel Polish Top ląduje na samej górze stylizacji. Ten produkt jest dla mnie bardzo istotny. To on zabezpiecza cały pazurek i chroni od uszkodzeń mechanicznych. Dodatkowo nadaje paznokciom ładny i zdrowy połysk. I tu trochę mi konsystencja nie pasuje bo jest lekko lejąca. Trzeba uważać przy nabieraniu bo mimo precyzyjnego pędzelka może się rozlać. Za to błysk nadaje w sam raz!


Teraz to, co moje oczy lubią najbardziej - przeróżne kolory. Zawsze mam problem z wybraniem kilku. Ciężko mi się zdecydować! A Victoria Vynn oferuje ponad 100 przepięknych kolorów w różnych odcieniach i o kilku wykończeniach. Od delikatnych beżów, przez neony, aż po mieniące się drobinami złota i srebra. I weź tu człowieku coś wybierz. Koniec końców testowałam dwa zestawienia- fiolety i czerwienie. Mam tu również dwa rodzaje wykończenia.

085 Let's Lilac to właśnie taka piękna lila. Delikatny fiolet wpadający we wrzos wygląda bardzo dziewczęco i uroczo. Konsystencja nie pozostawia sobie nic do życzenia a precyzyjny pędzelek pozwala pokryć płytkę raptem dwoma ruchami. Jeżeli chodzi o krycie to jest to kolor na trzy warstwy. Przy dwóch widać delikatne prześwity.
088 Platinum Purple to głęboka śliwka o połyskującym wykończeniu. O tym, że ładnie łączy się z poprzednikiem mówić raczej nie muszę. Będzie fajnym dodatkiem do jesiennych stylizacji, które nadchodzą wielkimi krokami :) Tak jak w przypadku 085, potrzebujesz tutaj trzech warstw aby uniknąć prześwitów.
029 Chick Wine przywodzi na myśl francuskie, czerwone wina. Błyszczące drobinki tylko potęgują efekt. Tutaj już masz lepsze krycie i dwie warstwy są aż nad to wystarczające.
050 Royal Red jest bardzo ładną, elegancką i klasyczną czerwienią. Pasuje do każdej stylizacji i wygląda kobieco. Pigment i krycie są najlepsze z całej czwórki.


Miłym dodatkiem był zestaw klipsów do usuwania manicure. Jak dla mnie są świetne. I nie mówię tego bo muszę. Tak właśnie uważam. Są przemyślane i estetycznie wyglądają. Dzięki regulacji docisku dopasowują się do potrzeb palca. Te chińskie nawet się do nich nie umywają. Cały zabieg to raptem trzy kroki: wacikiem nasączonym specjalnym preparatem owijasz palec i wkładasz do takiego klipsa. Dla przyspieszenia i prawidłowego działania preparatu  na wacik dodaj folie aluminiową.


Dziś mija ponad tydzień odkąd mam na paznokciach 088 i 085. Bez żadnych udziwnień nałożyłam tylko kolory, żeby sprawdzić jak idzie praca z produktami i jak z ich trwałością. Producent zapewnia o trwałości powyżej 14 dni. U mnie co prawda 14 dni nie minęło ale JEŻELI STYLIZACJA WYTRWA NA MOICH PAZNOKCIACH TYDZIEŃ TO JUŻ JEST SUKCES. Dlatego też jestem pod wrażeniem, bo ponad tydzień siedzą i nic strasznego się nie dzieje. Nadal błyszczą jak na początku i ładnie wyglądają. Buteleczki zawierają 8 ml produktu i kosztują 35 zł.


Ja jestem zadowolona na 100 % ( no może tak na 99,9 % bo kilka wad Ci wcześniej przedstawiłam). Szukałam jakiejś odskoczni od Semilaca i chyba znalazłam. Mam nadzieję, że będę miała okazję szerzej poznać asortyment Victoria Vynn bo nie tylko Gel Polish System wchodzi w ofertę firmy.  Znajdziesz tam też żele i nowatorskie wydanie hybrydy - Pure Creamy Hybrid. Ta linia interesuje mnie najbardziej ale ja to mam takie szczęście, że lampy LED teraz  nie mam a tylko taka z tą kremową hybrydą współpracuje ( nie cierpię złośliwości rzeczy martwych!!). Jeśli chcesz poczytać coś więcej i poznać całą gamę produktów Victoria Vynn to odsyłam Cię do strony w tym miejscu.

Jestem ciekawa, czy znasz już nową markę  z nowojorskich salonów. Może również miałaś okazję je testować ?


16.08.2016

(NIE) Taki Bubel Straszny

Mało kiedy zamieszczam na blogu post o bublach. W sumie to mało kiedy natykam się na buble. Dzisiaj jednak jest inaczej. Ba! Bublem jest produkt, który był moim ulubionym. Nie spodziewałam się, że wywinie mi taki numer.


Kredkę do ust dostałam w połowie kwietnia. Zatem minęło 4 miesiące od otwarcia. Po co to pisze? Zobaczysz. Zaraz się wszystkiego dowiesz. Na początek chce Ci pokazać co to za produkt i jakie były nasze początkowe relacje.


Na pierwszy rzut oka kredka prezentuje się bardzo ładnie i elegancko. Plastikowe opakowanie z srebrnym wykończeniem i proste, białe napisy. Prostota i minimalizm bez żadnych udziwnień. Kartonowe pudełeczko też jest niczego sobie.
Kolorek na zdjęciach to numer  4 - bardzo ładna malina. Odcień przepiękny. Od początku wiedziałam, że będzie nam razem dobrze. I tak było. Do czasu.



Przypatrz się teraz samemu produktowi. Pomiń opakowanie i szatę graficzną a skup się na samej końcówce kredki. Widzisz coś niepokojącego ? Co prawda słabo uchwyciłam to na zdjęciu ale widać odbarwienia na taki żółtawy kolor. Wygląda to jak przybrudzone podkładem ale takie nie jest. Najwidoczniej coś tu się nam utlenia i kolor blaknie. To pierwszy gwóźdź do trumny dla tego produktu.


Te kredki mają ogólnie dziwny zapach. Taki sztuczny, lekko mdlący. Po pewnym czasie wraz z odbarwieniami przyszedł zmieniony zapach. Dalej taki sztuczny ale bardziej mdlący. A przecież kredka ma służyć do 12 miesięcy. No ale drugi gwóźdź do trumny wbity.
Teraz przyszła pora na ostatni i najbardziej niebezpieczny. Nałożyłam ją na usta na próbę i szybko się jej z tych ust pozbywałam. Pieczenie i mrowienie było tylko potwierdzeniem tego, że kredka nie nadaje się do używania.


Trochę jestem zbita z tropu bo początkowo była świetna.Mocny pigment i ładne wykończenie nie wskazywały na bubel. A tu po dość krótkim czasie dzieją się takie cyrki. Nie polecam  z całego serca bo może stać się krzywda. Przykro się robi no ale cóż.
Teraz kieruje swoje pytanie do Dziewczyn, które tez tą kredkę dostały. Wam też się tak dzieje?

12.08.2016

Spojrzał Bóg dumnie na Adama a potem rzekł do Ewy: Ty będziesz się malować

No właśnie Moja Droga. Jak to jest z tym makijażem. Mamy go zapisanego w genotypie i każda kobieta rodzi się z chromosomem "makeup" ? Nawet w starożytnym Egipcie kobiety przyozdabiały swoje twarze  malowidłami i podkreślały atuty. To nie jest tak, że jesteśmy brzydkie i zakładamy maskę żeby nie odstraszyć mężczyzn. Makijaż pozwala przykryć i skorygować to, co sprawia że czujemy się nieswojo i mamy kompleksy. Dobrze wykonany makijaż podkreśla nasze atuty i uwydatni piękno kobiecej twarzy. Chociaż u niektórych posiadanie kosmetyków powinno być zakazane. Poważnie. Nie potrafisz to się nie maluj. I nie jestem tu złośliwa ani nie chce nikogo obrazić ale sama z pewnością nie raz widziałaś babeczke, która tak się wymalowała, że jej wygląd wołał o pomstę do nieba, Ale nie o filozofii makijażu dziś mowa. Chcę pokazać Ci co zazwyczaj idzie w ruch gdy robię taki zwykły dzienny mejkap.


To co Ci pokaże to kosmetyki, których obecnie najczęściej używam. Niektóre mam od niedawna ale już zagrzały sobie miejsce w codziennym upiększaniu.
Jak już możesz zauważyć, jest tu coś z tańszych półek ale też droższe perełki się trafiły. Tych drugich jednak jest mniej bo po co  przepłacać skoro w drogeriach też są świetne i tanie kosmetyki ?


Codzienny makijaż oczu to u mnie najczęściej brązy. Dlatego też znajdziesz tu najlepszą paletę neutralnych cieni jaką do tej pory miałam - Maybelline The NUDES. Gości u mnie już od ponad roku więc znam ją na wylot i wiem, że niczym przykrym mnie nie zaskoczy. Cienie mają dobry pigment, przemyślane zestawienie pozwala na makijaż zarówno na dzień jak i na wieczór. Wśród dwunastu cieni aż siedem ma wykończenie błyszczące ( taka mocna satyna). Pozostała piątka to typowe maty. Wiesz za co ją lubię ? Za to, że się nie osypuje, ładnie współpracuje z innymi paletami i nie znika z powieki w ciągu dnia. Do tego jest mała i poręczna więc zmieścisz ją nawet w torebce. Gy dostałam swoją to w Polsce był problem z jej zdobyciem ale teraz wkracza do sprzedaży i u nas.

Czasem brakuje mi na powiece błysku i tu wkracza moje kolejne cudo od Mexmo. Przepiękny pigment 01. Ma bardzo delikatny odcień i pozwala na uzyskanie dwóch różnych efektów. Nałożony pędzlem da delikatne rozświetlenie. Wklepany palcem na bazę lub Duraline tworzy cudowną taflę. Za taką cenę nie ma co się zastanawiać. Jeśli śledzicie moje profile społecznościowe to wiecie, że ten pigment wychwalam w niebiosa.

Makijaż oczu bez podkreślonych brwi to nie to samo. Żeby okiełznać swoje wykańczam je żelem BROWCOLOR z Golden Rose w odcieniu 01. O nim zbyt wiele jeszcze nie powiem, bo mam go dość krótko. Ale póki co dogadujemy się.

Na policzki zawsze wędruje serduszko z Makeup Revolution Peachy Pink Kisses. Śliczne, brzoskwiniowe trio daje ładny i delikatny efekt zarówno jako rozświetlacz  jak i  róż. Jest mega wydajny. Zużycia kompletnie nie widać, więc gdyby nie data przydatności, to służyłby caaaaałe lata.


Podkłady przedstawiam Ci dwa - Inglot HD i Rimmel Lasting Finish. Zazwyczaj albo mixuje je ze sobą albo wybieram Rimmel ze względy na jego lekkość. Inglot to podkład do zadań specjalnych i na co dzień może być przytłaczający. Gdy nie potrzebuję super krycia i chce wyglądać naturalnie, wybieram Rimmela.

Puder Bambusowy z Ecocery jest u mnie teraz obowiązkowy bo niestety ryjek mi się świeci. Przedtem używałam ryżowego i też jest w porządku. Niewielki wydatek a bardzo fajne produkty.

Jak mam więcej czasu to konturuję twarz w dwóch etapach: najpierw na mokro stickiem Mastercontour od Maybelline a następnie bronzerem Honolulu. Jak zapewne wiesz, cały internet o nim szumi. No to kupiłam i ja. I jak otworzyłam to zwątpiłam. Jest baaardzo ciepły. Prawie ceglasty. No i jak tu takim się wykonturować ( a raczej ocieplić bo do konturowania służą chłodne odcienie!) ? Trochę trwało zanim się nauczyłam z nim pracować ale daliśmy wspólnie rade :) Z kolei maluch z Maybelline to świetna rzecz! Jedyne co mi w nim przeszkadza to to, że jest właśnie takim maluchem. Mogłoby być go odrobinę więcej.

Kto nie słyszał o popularnych Liquid Matte Lipstick od Golden Rose? Ile razy ja się nachodziłam do stoiska w poszukiwaniu 10...Ale się udało. Teraz, gdy ten szał na nie troszeczkę minął ma i ja swoją matową truposzkę. Czemu truposzkę? A no bo daje wrażenie takich trupich, sinych ust :D


Nie mogło zabraknąć tu również perełki z M.A.C.,o której pisałam w poprzednim poście ( masz teraz 5 min przerwy, żeby sobie poczytać).

Czasem trzeba zatuszować zaczerwienienia. I tu pojawia się nowość od W7 w postaci zielonego korektora korygującego. Musze go pochwalić za mocny pigment ale opakowanie jest nieporęczne i struktura mogła by być lżejsza.

Pod podkład też pasuje coś nałożyć. No to łapie za bazę z Inglota z SPF 20, coby mi twarzyczki nie zjarało.


Ten Max Factor 2000 Calorie, którego widzisz na samym dole ( tuż obok palety do brwi My Secret) to zdecydowanie mój ulubiony tusz. Różnie nasze losy się toczyły. Przez chwile się poróżniliśmy ale ostatecznie znów jesteśmy w kochającym się związku.

Tak to się mniej więcej przedstawia. Zabrakło tylko korektora pod oczy 01 Collection bo gdzieś się zawieruszył. Myślę, że nie ma tu żadnych rewelacji. Większość tych kosmetyków dostaniesz w drogeriach internetowych.

A jak przedstawia się Twój dzienny makijaż ? Jest pełny czy może rezygnujesz z niektórych produktów? Koniecznie daj znać!